Król podpalaczy

Zenon podpalił swój pierwszy obiekt, gdy miał 12 lat. Tata jeździł wtedy nową Syrenką, którą co tydzień w sobotę pucował, aby ładnie wyglądała na niedzielną mszę.

Zenon nie lubił Syrenki. Z podziwem patrzył, gdy koledzy wsiadali ze swymi rodzicami do Fiatów 125p i z szykiem mknęli po wiejskich szosach. Zazdrościł im tej elegancji. 10 kwietnia postanowił się zemścić na losie. Wziął tatowe zapałki i butelkę denaturatu z barku i wyszedł przed chałupę. Syrenka lśniła w słońcu. Zenon oblał ją z przodu, z tyłu, z boku i podpalił. Z tego dnia pamięta tylko, że tato się wkurzył, bo to była jego ostatnia butelka denaturatu, a tato zawsze lubił się napić do niedzielnego obiadu. Ale Zenek był z siebie dumny, bo tato kupił w końcu wymarzonego Dużego Fiata - co prawda po kolejnych dwunastu latach oszczędzania... To był Zenka pierwszy raz.

Zachęcony niewątpliwym sukcesem, Zenek rozpoczął akcję "zapałki". W przeciągu pięciu lat spłonęły kolejno: cztery Syrenki sąsiadów, szopa na podwórzu (też sąsiada), wilczur Azor (który kiedyś Zenka pogryzł), wiata PKS, willa sołtysa i ubikacja w szkole podstawowej. Zenek do dzisiaj uważa, że tzw. "metoda Alberta" to w rzeczywistości jego patent, polegający na podpaleniu sznurka do spłuczki (dla niewtajemniczonych podajemy, że oficjalnie "metoda Alberta" powstała pod koniec lat osiemdziesiątych w SP98 we Wrocławiu, gdy nieudaną próbą spalenia szkoły popisał się jeden z jej utalentowanych i obiecujących uczniów). Zenek kontynuował karierę: zaczął podpalać miejscowe pola i lasy, a nawet była jedna próba podpalenia jeziora (nieudana niestety). W końcu wybrał się do Warszawy, aby podpalić sejm. "Liczyłem na to, że usmażę kilku frajerów"- tłumaczył później Zenek - "Niestety sznurek od spłuczki palił się dłużej niż myślałem i straż pożarna w porę ugasiła ubikację". Za ten wyczyn Zenek dostał burę od premiera i prezydenta miasta, kilka ciosów pałką po plecach od strażnika miejskiego i cztery lata w zawieszeniu na osiem.
Zawieszenie nie trwało długo, bo już rok później spłonęła remiza strażacka w rodzinnej wsi Zenka, a jego uznano winnym podpalenia. Na komisariacie Zenek podpalił jeszcze biurko sierżanta, a kilka miesięcy potem więzienną pryczę. Wyszedł po sześciu latach za dobre sprawowanie. Szczęście nie trwało długo. Sielanka skończyła się, kiedy po nieudanej próbie podpalenia lokalnej siedziby PIS ogniem zajęło się ubranie Zenka. "Gdyby jeszcze nie pierdnął miałby jakieś szanse"- powiedział nam po tym zdarzeniu komendant straży pożarnej - "Niestety w momencie puszczania  bąka nastąpił wybuch, w wyniku którego sprawca zmarł na miejscu".
Szkoda Zenka, bo dobry był z niego chłopak. Mało pił, ale niestety dużo palił i to go w końcu zabiło. Szkoda też, że nie spłonęła siedziba PIS, bo byłoby jednego pryszcza na dupie mniej...
Filogejos  2019      Copyrights not reserved