Fajne auto w benzynie

Arek: Mam fajne auto w benzynie 1.6. 

Filogejos: A po co trzymasz samochód w benzynie? Żeby nie zardzewiał?

Przypomina mi się opowieść kolegi któremu jak był mały zawsze ktoś rozjeżdżał autem bałwana, którego lepili z kolegami... Do czasu jak ulepili go na hydrancie

Jak wiadomo, przeciętny Polak potrzebuje do wyprodukowania wypowiedzi słownej co najmniej kilku kurew, jako spoiwa wiążacego. Inteligencja kurwami nie rzuca, za to w co drugim zdaniu stwierdza: "tak naprawdę". Poza tym potwierdzeniem nie jest "tak" tylko "dokładnie". To ja już wolę kurwy. 

Kolega, któremu to powiedziałem, stwierdził: "Dokładnie. Ale tak naprawdę nie ma sensu się tym przejmować." 

Zazdrość internauty dotycząca mandatu za komuny: 

"Marzyłem o takim świstku jak jeździłem Skodą 105. Ścigaliśmy się z kumplem, on miał Trabanta. Gaz w podłogę, silniki wyją, prędkość pnie się w górę, górka za górką... miśki. Suszarka wycelowana, a my już bardziej lecimy niż jedziemy. Nagle misiek trzepie w suszarkę, znowu celuje, znowu w nią wali, nie mógł uwierzyć, że myśl techniczna Czechosłowacji może się ścigać z NRDowską z taką prędkością... Jakbym wtedy dostał mandat za prędkość to bym go sobie w sypialni wydrukował w powiększeniu...

Pijany oskarżony

- Skąd świadek wie, że oskarżony był pijany? 

- Bo chodził i wykrzykiwał, że się nie boi żony. 

 


 

Przychodzę na pocztę, proszę o 10 kopert A4. Pani daje mi kilka mniejszych i kilka większych. Ja na to, że takich dużych nie potrzebuję, a pani:

- A to nie ma problemu cena ta sama. 

Biorę pierwszą z brzegu (akurat ta większa się pod rękę nawinęła), adresuję i proszę o polecony. 

- 5,95 

- A czemu nie 3,80? - pytam. 

- Bo koperta ponadgabarytowa

  


 

Autentyk. 

Działo się to w latach dawnych, gdy zaczęto wydawać karty do kont. No i własnie w pewnym banku w pewnym miasteczku na wschodzie Polski rozpoczęła się akcja wydawania kart. Niektórzy klienci byli nieco niekumaci, ale panie z obsługi cierpliwie tłumaczyły, posuwały się nawet do wyjścia na zewnątrz oddziału i obsługę świeżo zainstalowanego bankomatu pokazywały "na żywo". No i pewną starszą panią też zachęcono do korzystania z kart i bankomatu. O dziwo, obsługę maszyny opanowała bardzo szybko. 

Pani zaczęła zjawiać się w banku regularnie, co miesiąc, dzień po nadejściu emerytury i wykonywała zawsze dwie operacje - wypłata z bankomatu całej kwoty emerytury i wpłata tejże w okienku. Po jakimś czasie któraś z kasjerek nie wytrzymała i zapytała się o powód takiego dość dziwnego postępowania. Na to starsza pani odpowiedziała "Moje pieniądze są dla mnie zbyt cenne, by leżały w jakiejś maszynie, do której każdy z ulicy ma dostęp. Wolę, jak leżą w banku." 

 


 

Tak się składa, że jeżdżę rożnymi autami i widzę, że inni kierowcy zupełnie inaczej reagują w zależności od tego, jakim autem jadę. 

Jak jadę Passatem to baby się patrzą, zdziry jedne i blachary. Idziesz odległym chodnikiem za ścieżką rowerową to łeb w dól i myśl o swoich sprawach jak przed chwilą a nie oczy chodzą jak radar na lotnisku. Kierowcy okazują neutralny szacunek, nie fikają, nie zajeżdżają drogi (nie widać z tyłu jaki silnik) a mogliby fikać bo slabiak 1.6 

Jak jadę Golfem to już baby się nie patrzą, zdziry jedne i blachary. Kierowcy okazują zero szacunku, fikają, zajeżdżają drogę, wpychają się. Zmuszają mnie do uważania, bo Golf jest bardzo lekki i przez to szybki. Nie chcę na nich wpaść. 

Jak jadę Dukato to baby przy pasach strzelają focha, że wielka szyba blisko i się na księżniczkę patrzy. Kierowcy okazują mało szacunku, fikają, zajeżdżają drogę, wpychają się. Zmuszają mnie do uważania, bo Dukato jest nadspodziewanie szybkie. Nie doceniają go. 

Jak jadę Fiorino to kierowcy okazują znużenie. To taki muł, że zasypiają za mną w korku. Jak tylko skończy się podwójna ciągła to znikają w oddali. 

Jak jadę Lublinem to kierowcy okazują dużo szacunku, bo wiedzą, że to sprzęt narowisty, trudno nim trafić w drogę, hamulce słabe i nie boję się zarysowania lakieru. Albo omijają szybko wielkim łukiem, albo nie ryzykują kontaktu z dwutonową rdzą. 

O koniach i Japońcach

Stara mądrość mówi, że kiedy odkryjemy, iż padł koń na którym jedziemy, najlepszym wyjściem jest z niego zsiąść. Jednakże w biznesie znane są również inne strategie.
Między innymi:
- Kupno mocniejszego bata,
- Zmiana jeźdźca,
- Zapewnienia typu "Zawsze jeździliśmy w ten sposób na koniu",
- Zwołanie komisji do zbadania konia,
- Organizowanie delegacji mających na celu sprawdzenie, jak gdzie indziej jeździ się na martwych koniach,
- Opracowanie standardów dotyczących jazdy na martwych koniach,
- Zatrudnienie psychologa mającego przywrócić martwemu koniowi chęć do jazdy,
- Szkolenie dla pracowników w celu podniesienia ich zdolności jeździeckich,
- Analiza sytuacji martwych koni w dzisiejszym otoczeniu,
- Zmiana norm, dzięki której koń nie zostanie uznany za martwego,
- Zatrudnienie podwykonawców mających ujeżdżać martwego konia,
- Zebranie wielu martwych koni w celu zwiększenia szybkości,
- Ogłoszenie, że żaden koń nie jest zbyt martwy,
- Przeznaczenie dodatkowych środków na zwiększenie wydajności konia,
- Przeprowadzanie analizy rynku mającej wykazać, czy podwykonawcy mogą ujeżdzać tego konia taniej,
- Kupno produktu mającego sprawić, że martwy koń będzie biegał szybciej,
- Ogłoszenie, że koń jest teraz: lepszy, tańszy i szybszy,
- Przeprowadzenie badań nad sposobami wykorzystania martwych koni,
- Dostosowanie wymagań wydajności dla koni,
- Ogłoszenie, że przy produkcji tego konia koszt był zmienną egzogeniczną,
- Uznanie obecnego stanu konia za standard 
- Awansowanie konia na stanowisko kierownicze.


Do fabryki, w której pracowałem przyjechała do odbioru prototypu segmentu kopalnianej obudowy kroczącej niezwykle poważna japońska delegacja. Obudowa była podłączona do przenośnej pompy hydraulicznej i członkowie delegacji wykonywali dokładne pomiary zakresów jej ruchu. Okazało się, że w jednej z płaszczyzn osłona rozsunęła się kilka milimetrów mniej od danych z dokumentacji, delegacja wykonała tuzin ukłonów i z pomocą tłumacza serdecznie przeprosiła, że śmie zauważyć, że wykryła subtelną nieścisłość. Zburaczały na gębie kierownik rozdarł ryj na mistrza, mistrz z kurwami na ustach wypadł z hali, po chwili wrócił z panem Stasiem, który ogromnym młotem zapierdolił w jeden z siłowników i uprzejmie powiedział "teraz se kurwa zmierzta". Mina delegatów bezcenna, ukłonili się i wyszli. Dalszych losów kontraktu nie znam.

Golf TDI do wzięcia

Ja jestem administratorem tego komputera. Nie mamy pańskich plików. I co nam pan teraz zrobi?

 


 

Ogłoszenie

"Okazja! Jedyny taki Golf IV TDI 1999 r. (model 2000) zakupiony od niedowidzącego 91-letniego oficera SS w stanie spoczynku (żona adwokat, syn pilot, córka lekarz), 94 tys. przebiegu, gdyż było to szóste  auto w rodzinie jeżdżone tylko w słoneczne dni, na co dzień stal pod kocem w ogrzewanym garażu. Tydzień przed sprzedażą ten pierwszy właściciel dokupił dwa komplety opon, wymienił rozrząd, oleje, płyny, paski i kompletne zawieszenie. Nic nie stuka i nie puka, bez wkładu finansowego, tylko klima jest do nabicia. Spalanie oscyluje w granicach 3 l/100km, jak są korki i ktoś ma ciężka nogę to 3.5 l/100km. Autko do tego stopnia bezawaryjne, że człowiek zapomniał jak mechanik wygląda, śmiało można maskę zaspawać. W dzień zakupu Golfika syn właściciela zatankował auto do pełna, umył i nawoskował na gorąco, a córka zrobiła nam na drogę kanapki i kawę do termosu. Samochód w stanie kolekcjonerskim, jedyny taki, tylko lać ropę i jechać. Na wyposażeniu: strumienica, szpera, wydech z kwasiaka, rozpórki kielichów, fajera momo, kubły recaro. Serdecznie polecam to zadbane, doinwestowane autko w dieselku. Bedzie sluzyc wiele lat, gdyz nie jest wytłuczone i wykatowane. Sprzedaję z bólem serca swoją laleczkę, pilnie z powodu wyjazdu, tylko dla miłośnika marki, w dobre ręce. A Niemiec płakał jak sprzedawał..." 

 


 

 

Po pracowitej nocy zmęczona Komarzyca wracała do domu na drzewie. Marzyła tylko o jednym: przysiąść w spokoju i przetrawić krwistą kolację, za którą musiała się tyle nalatać. Tuż pod jej domem pracowity Kornik rył kolejne tunele, które drążył cały dzień. Zleceń napływało mnóstwo, nie miał nawet chwili wytchnienia. Postanowił zrobić sobie przerwę na papierosa i wyszedł na zewnątrz. I wtedy się spotkali. Kornik patrzył na ponętne ciało Komarzycy, a ta obrzucała zaciekawionym spojrzeniem jego muskularne ciało. -

 Bzzz bzzz... - szepnęła Komarzyca 

- Bezy bezy... - odparł Kornik. 

To była miłość od pierwszego bzyknięcia. Kochali się jak szaleni, nie przejmując się niczym. Jednak plotka z szybkością błyskawicy rozeszła się po łące. I wtedy zaczęły się trudności. Świat stanął im naprzeciw. Postanowili zalegalizować związek. Rodziny odwróciły się od nich, a znajomi nie chcieli już ich znać. Zostali wyklęci, odrzuceni od reszty społeczeństwa. Niedługo później urodziło się dziecko... Potwór zrodzony z krwiopijcy Komarzycy i niestrudzonego drążyciela Kornika. Poczwara, przed którą wszyscy będą uciekać. Dziecko, które tylko rodzice będą kochać... Z kołyski swymi złośliwymi oczkami spoglądał na rodziców... Tak narodził się... KOMORNIK... 

 

 

Aukcja Roku

Dziś mają Państwo możliwość uczestniczenia w wątpliwej okazji
zlicytowania najbrzydszego aparatu fotograficznego na świecie.
To dzieło niemieckich designerów ma w sobie tyle polotu i uroku,
co obśliniona morda starego buldoga po nieudanej operacji plastycznej.



Estetycznie jest to jedna wielka pomylka. Sprzęt jest tak brzydki, że wstyd się z nim
gdziekolwiek pokazać. Aparat jest obły niczym stary hipopotam cierpiący na
dokuczliwe wzdęcia. Nie zmieści się w żadnej kieszeni, może poza kieszenią spodni
- ogrodniczek. Ale robienia zdjęć w ogrodzie tym sprzętem gorąco nie polecam, o czym dalej.



Może kilka słów o wyświetlaczu. Jest mniejszy niż szansa rychłego powrotu do kraju
wszystkich naszych Rodaków pracujących za granicą. Niewiele na tymże wyświetlaczu
widać - i tutaj niemiecka myśl techniczna rozbłysła niczym elokwencja Andrju Gołoty.
Otóż po włączeniu aparatu wyświetlacz należy włączyć osobnym przyciskiem! Genialne.
Być może uznano, że skoro jest w aparacie celownik lunetkowy, to wyświetlacz jest
raczej zbędnym dodatkiem dla osób bez wyobraźni.



Ale jeśli mowa o wyobraźni - trudno wyobrazić sobie większe NiC, niż to NiC, które
widać przez celownik. Jakość obrazu jest porównywalna z tą, jaką za komuny oferowały
drzwiowe "judasze". Dla młodszych - widać było przez nie jedynie, czy na klatce schodowej
światło się świeci, czy też ktoś już zdążył zajebać zarówkę.



Aparat włącza się koszmarnie długo, obsługa jest rozsiana po całym korpusie jak słynne
ustawy PO po różnych szufladach (trudno jest cokolwiek znaleźć), a jak się już coś
znajdzie, nie wiadomo po co w ogóle jest.



Jakość zdjęć to jedna wielka porażka. Może najlepiej świadczy o niej fakt, że po
zrobieniu zdjęcia wyświetla się na ekraniku dłuższą chwilę napis "delete this?".
Nigdy nie widziałem takiej subtelnej podpowiedzi w jakimkolwiek innym modelu aparatu.

* * *

Żeby nie być gołosłownym załączam przykłady zdjęć zrobione tym sprzętem.

Po pierwsze: Wszyscy wychodzą albo brzydko, albo nie w porę.

To jedyne zdjęcie dziecka, które wyszło tym aparatem. Konkretnie - to wyszło (wypełzło) poza kadr:



Aparat robi zdjęcia albo za wcześnie:


Albo za późno:


Warto też zwrócić uwagę, że mimo, iż na zdjęciu znajduje się ponad pięćdziesiąt osób,
to wszystkie wyszły nieostro, brzydko i jakoś smutno.



Zdjęcia roślin to koszmar. Fotografia przedstawia kwitnącą Orchideę.
Jak widać, kwiat w ogóle nie wyszedł.

Ze zdjęciami zwierząt wcale nie jest lepiej.

Normalnie zawsze żywy, wesoły Golden Retriever sfotografowany tym sprzętem
stał się apatyczny i zaczął spogladać jakoś tak depresyjnie:



UWAGA! Aparat dodaje kilogramów i postarza! Ten ciężarek ma pól kilo, podczas wrzucania zdjęć na komputer
wyszedł zupełnie jak kilogramowy, w dodatku trochę krzywo i jakby był zardzewiały:



Wyjątkiem jest tutaj moja teściowa. Osoba dość postawna, tęgawa.
I proszę: na zdjęciu wyszła zupełnie jak wieszak!



Kolory są przekłamane lub znikają: Każda Nokia powinna mieć
przecież kolorowy wyświetlacz, a tu - jak widać - zero kolorów:
 



Zdjęcia architektury: Reprodukcja dzieła sztuki ma chybioną gamę kolorystyczną:



Z kolei polskie budownictwo jednorodzinne kompozycyjnie w ogóle się kupy nie trzyma.
 



Jeśli już uda nam się sfotografować jakąś osobę, to uśmiecha się na zdjęciu nerwowo i nieszczerze:



Albo się wydaje być jakaś taka nieobecna:
 



Sprzęt mogę polecić jedynie jakimś strasznym freakom, którym nie przeszkadza jego wygląd,
upiorna poetyka sporządzanych zdjęć i nieludzko zagmatwana obsługa.
 

Jedyną gwarancję, jaką mogę zaoferować na ten sprzęt, to gwarancja, że wyślę go Zwyciezcy licytacji.
 

Na koniec dodam, że jestem osobą bezrobotną, bez prawa do zasiłku,
a uzyskane ze sprzedaży aparatu środki zamierzam przeznaczyć na aktywne
formy poszukiwania sensu życia. Miłej licytacji.

 *********************************************************

Nie wysyłam za pobraniem

 

Filogejos  2019      Copyrights not reserved